Pierwszy zwiastun filmu „Supergirl” ujrzał światło dzienne i natychmiast podbił sieć. Miliony wyświetleń w zaledwie kilka godzin to coś więcej niż tylko efektowna kampania marketingowa. Mamy do czynienia z pewnym paradoksem: w czasach, gdy kinu superbohaterskiemu zarzuca się wtórność i wypalenie, opowieść o kobiecym heroizmie pełna nadziei i odwagi niespodziewanie jednoczy fanów z całego świata. Wygląda na to, że widzowie są już zmęczeni wszechobecnym cynizmem i chcą ponownie uwierzyć w postać, która nie niszczy porządku świata, lecz stara się go ocalić.
Sytuacja ta jest czytelna dla każdego, kto śledzi losy branży filmowej. Po serii przytłaczających i mrocznych produkcji DC oraz Marvela, w których bohaterowie częściej cierpią niż inspirują, studia filmowe ostrożnie sondują nowy kierunek. Sądząc po pierwszych reakcjach w serwisie Rotten Tomatoes, zwiastun „Supergirl” trafił w odpowiednie struny. Nie promuje on kolejnego mściciela w pelerynie, lecz ukazuje kobietę, której siła wypływa z wrażliwości i chęci niesienia pomocy. To właśnie to szczere przesłanie, a nie kolejna wyliczona formuła, wydaje się stać za ogromną popularnością materiału.
Pod powierzchnią kryje się istotna zmiana kulturowa. Przez lata superbohaterki były spychane na drugi plan lub jedynie kopiowały męskie archetypy. Tym razem jednak mamy do czynienia z próbą wypracowania własnego języka heroizmu, w którym odwaga łączy się z troską, a potęga nie wyklucza ludzkiego oblicza. Jest to szczególnie widoczne w obliczu powszechnego znużenia niekończącymi się crossoverami i koncepcjami multiwersum. Zwiastun działa jak powiew świeżości, przypominając, że kino może nie tylko bawić, ale i dawać poczucie, że nadzieja wciąż jest realna.
Eksperci wskazują, że studio wyciągnęło wnioski z błędów popełnionych przy wcześniejszych projektach. Zamiast przeładowywać film nawiązaniami i gościnnymi występami, twórcy skoncentrowali się na głównej bohaterce i jej wewnętrznej przemianie. Nie oznacza to jednak rezygnacji z widowiska – dynamiczne sceny, dopracowana choreografia walk oraz wizualny rozmach mogą zaintrygować nawet największych sceptyków. Wstępne dane sugerują, że międzynarodowa widownia doceniła przede wszystkim równowagę między akcją a głębią emocjonalną.
W ostatecznym rozrachunku zapowiedź ta stawia przed całą branżą istotne pytanie. Jeśli opowieść o kobiecym bohaterstwie i nadziei potrafi w kilka godzin przyciągnąć miliony, oznacza to, że widzowie są gotowi na inny typ hitów kinowych – mniej cyniczny i bardziej ludzki. Być może stoimy u progu ery, w której superbohaterowie przestaną być tylko atrakcją, a staną się lustrem, w którym społeczeństwo będzie mogło dostrzec to, co w nim najlepsze.



